Największy polski portal o samochodach elektrycznych, Elektrowóz, ekscytuje się Polestarem 2, a tymczasem nie dostrzega pewnych oczywistych faktów. Polestar 2 to tylko kolejny samochód, który ma pokazywać, jak bardzo Volvo i Geely zależy na elektrykach. Słowem-kluczem jest tutaj „pokazywać”.

Polestar 2 jako compliance car

„Compliance car” to amerykański termin na samochód – najczęściej czysto elektryczny – który został zaprojektowany z myślą o ostrzejszych normach emisji stosowanych w Kalifornii (Stany Zjednoczone). Brak takiego modelu w gamie miał prowadzić do zakazu sprzedaży aut na terenie stanu.

Przyciśnięci do ściany producenci pokazali kilka takich „compliance carów” (Toyota RAV4, Fiat 500e), ale wcale nie mieli zamiaru ich sprzedawać. Robili wszystko, co mogli, by ludzie decydowali się na inne auta: elektryczne „compliance cary” były oferowane głównie w leasingu bez możliwości wykupu, w wybranych salonach, w bardzo ograniczonej liczbie.

W efekcie termin „compliance car” stał się określeniem kojarzącym się jednoznacznie negatywnie. Był to produkt oficjalnie istniejący ze względu na wymogi prawne, ale niedostępny w sprzedaży, bo producent nie miał zamiaru go sprzedawać.

Gdzie tutaj Polestar 2?

Już tłumaczymy. Na początku października wyszło na jaw, że wszystkie 2 200 sztuk dostarczonych Polestarów 2 musi wrócić do warsztatów. Samochód miał problem z oprogramowaniem sterującym, które mogło prowadzić do zatrzymania się auta w trakcie jazdy. Niekiedy bez ostrzeżenia.

Jednak akcja serwisowa Polestara 2 świadczy akurat o dojrzałości producenta – nie skupiajmy się na niej. Ważniejsza jest liczba: 2 200 egzemplarzy samochodu. Pierwsze dostawy dopłynęły do Europy pod koniec czerwca 2020 roku. Dziennikarze publikowali testy Polestara 2 na początku lipca.

Lipiec-sierpień-wrzesień. W ciągu trzech miesięcy Polestar dostarczył 2 200 egzemplarzy Polestara 2. Producent mający za sobą Volvo i Geely był w stanie dostarczyć nieco ponad 2 tysiące samochodów.

Polestar 2 jest dużym kompaktem (segment C), który aspiruje do konkurowania z Teslą Model 3 (segment D). Tesla nie ma auta w tym segmencie, więc ciężko tutaj o porównania. Ale żeby znaleźć równie słaby kwartał firmy Elona Muska, trzeba się cofnąć do roku 2012.

W czwartym kwartale 2012 roku firmie udało się dostarczyć 2 400 Tesli Model S. W całym roku było to 2 650 samochodów. Dodajmy, że właśnie wtedy Tesla Model S trafiła na rynek – auto zostało zaprezentowane w czerwcu 2012.

Cena Tesli Model S teoretycznie startowała od niecałych 60 tysięcy dolarów, w praktyce jednak początkowo dostępne były tylko warianty kosztujące 90-100 tysięcy dolarów. Polestar 2 kosztuje w Stanach Zjednoczonych od 59 900 dolarów.

Słowem: samochód tańszy, z gigantycznym zapleczem, osiąga po trzech latach od zapowiedzi wynik słabszy niż model droższy, wytwarzany przez niedoświadczony startup osiem lat temu. Zasięgu chyba nie ma sensu komentować: Tesla Model S 85 (2012) osiągała 426 km według EPA, Polestar 2 – 375 kilometrów.

A tymczasem Elektrowóz pieje z zachwytu, jaki to genialny jest Thomas Ingenlath:

> Prezes Polestara broni zasięgu Polestara 2. „Różnica znacznie, znacznie mniejsza niż 160 km [w stosunku do Modelu 3]”

Wniosek? Polestar 2 to albo „compliance car”, który ma tylko „pokazywać”, jak bardzo Geely i Volvo zależy na elektrykach. Albo też Tesla wyprzedza wszystkich producentów o co najmniej 8 lat.

Na co stawiacie?

[Głosów: 2   Average: 3/5]
To może Cię zainteresować