Porsche Taycan osiągnęło na torze Nürburgring czas 7:42 minuty. Producent pochwalił się, że to rekord dla sportowego samochodu elektrycznego. Problem w tym, że odnośnie tego „rekordu” pojawia się coraz większa liczba wątpliwości, które dyskwalifikują wynik jako faktyczny rekord.

Rekord Porsche Taycan to nie rekord, przynajmniej nie oficjalny

Pierwszą wątpliwością był sam samochód. Porsche oficjalnie podkreślało, że mamy do czynienia NIE z wersją produkcyjną, lecz z prototypem (źródło). Dlaczego nie skorzystano z wersji produkcyjnej, skoro chwilę później oficjalnie ją pokazano? Nie wiadomo. Dlaczego nie użyto modelu przedprodukcyjnego, skoro fabryka oficjalnie wystartowała 9 września 2020 roku? Także nie wiadomo.

Podkreślmy: Porsche nie mówi o „przedprodukcyjnym prototypie”, lecz po prostu o „prototypie”.

> Tesla S na Nuerburgring w przyszłym tygodniu. Porsche: „Ups, oj, oj, oj…”?

Załóżmy jednak, że to tylko czepianie się słówek i że prototyp odpowiada jeden do jednego samochodowi, który już zjeżdża z linii montażowych. Jest bowiem drugi, znacznie poważniejszy problem.

Otóż zaprezentowane przez Porsche nagranie (poniżej) pokazuje przejazd, ale pomiar czasu nie został przeprowadzony oficjalnie (źródło). Porsche było na torze samo i samo sobie zmierzyło czas, tor w Nürburgring nie potwierdził dotychczas wyniku. W takiej sytuacji istnieje całe multum sytuacji, w których mogłoby dojść do pomyłki:

Elon Musk zapowiedział, że Tesla Model S pojawi się na Nuerburgring w bieżącym tygodniu (9-15.09.2019). Na razie jednak pokazał wyniki z innego toru w Stanach Zjednoczonych.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
|REKLAMA| |/REKLAMA|